To się nazywa zwyczajna złośliwość otoczenia! Z rana zauważyłam, że zapowiada się całkiem niezła pogoda, więc postanowiłam poświęcić nieco czasu na zrobienie zdjęć moim pracom. Niestety, jak się ogarnęłam z rzeczami "nie-do-odłożenia-na-później", słonęczną pogodę diabli wzięli i musiałam kombinować w tej kompletnej ciemnicy, co niestety widać na zdjęciach.
Cóż, nastrój świąteczny jak widać w pełni. W tym roku muszę skrupulatnie wszystko zaplanować, ponieważ Pan Małżonek zakomunikował mi, że na święta przyjedzie prawdopodobnie w Wigilię i dobrze będzie, jeśli rano. O! Więc tym razem wszystko na mojej głowie.
Ze świąt najbardziej cieszy się Sabina, dziś nawet odbyła się między nami rozmowa okołomikołajowa. Sabina snuje przypuszczenia:





























