13 listopada 2018

Grudniownik 2018

Wiecie co? Chyba się zablokowałam! Jeśli chodzi o świąteczne kartki i dekoracje, to kompletnie nic się w tym temacie u mnie nie dzieje. W tym roku jakoś wyjątkowo nie czuję klimatu. Postanowiłam się jednak nie poddawać i zacząć od przygotowania Grudniownika.
Jak widzicie, postawiłam na typowo nieświąteczną kolorystykę. Róż, czerń i miedziane, błyszczące dodatki to kolory świątecznej kolekcji "Sparkle" od Kaisercraft. Moją uwagę zwróciły zwłaszcza piękne poinsecje, które uczyniłam motywem przewodnim mojego Grudniownika.
W tym roku zdecydowałam, że nie stworzę albumu do późniejszego uzupełniania zdjęciami. Po doświadczeniach ubiegłych lat wiem, że trudno mi będzie się do tego później zmobilizować. Tegoroczny dziennik grudniowy posiada natomiast miejsca na krótkie notatki. Wykorzystałam stary kalendarz, z którego wycięłam ramki poszczególnych dni.
Strony zdobione są dość oszczędnie - ograniczyłam się do die-cutów, niewielkiej ilości wycinanek i kartoników z napisami. Zważywszy na dużą ilość kart, dziennik i tak przybrał znaczną objętość.
Na koniec pochlapałam strony dobraną kolorystycznie akwarelą.
Aha, zwróciliście uwagę na sposób łączenia kart z okładką. Już kiedyś go wykorzystałam ("Dziennik na zapiski z podróży") i polecam Wam wypróbować. Jedyne, o czym musicie pamiętać, to rozmiar kółek - im większe, tym lepiej. Po prostu będzie Wam wygodniej przeglądać album. Przy małych kółkach będzie go nawet trudno zamknąć, o ile w ogóle zdołacie to zrobić bez uszkodzenia okładki. Ze względu na rozmiary mojego Grudniownika (10,5 x 15 cm) dałam maksymalnie duże kółka (średnica 4 cm), większe z pewnością zaburzyłyby proporcje i całość wyglądałaby dość niezgrabnie. Niestety, album nie domyka się całkowicie i stale pozostaje lekko rozchylony. Ale to zupełnie mi nie przeszkadza!

Ps. A w mojej pracowni od kilku dni panuje przyjemne ciepełko! Wprowadziłam troszkę zmian i nowych elementów. Planuję przygotować jakiś "scraproom tour", ale jeszcze trochę na niego poczekacie. A jeśli jesteście niecierpliwi, to znajdziecie małe co nieco na moim Instagramie.




















Jeśli chcecie poznać szczegóły dotyczące wykorzystanych do wykonania Grudniownika materiałów, to zajrzyjcie do mojego postu pt.: "Z Grudniownikiem Ci się ułoży", na blogu Craft4You.

9 listopada 2018

Historia pewnego szkicownika

Od wczoraj w pracowni się dzieje! Może nie są to takie działania, o jakich piszę Wam tu najczęściej, ale z pewnością przyczynią się one do znaczących zmian. Pierwsza z nich będzie taka, że być może już dziś w kaloryferach (które od wczoraj wiszą w pracowni) pojawi się ciepło! Dzięki zaangażowaniu mojego męża, który miał najwyraźniej dość mojego "zimowania" z całym scrapowym majdanem w sypialni, pracownia staje się użytkowa w systemie całorocznym!
Ze względu na prace remontowe mam krótki przestój w pracy. Postanowiłam go zatem wykorzystać do pokazania Wam jednego projektu, wykonanego jakoś tak pół toku temu. Geneza powstania tej pracy wiąże się poniekąd z moimi tegorocznymi fascynacjami muzycznymi. Już Wam kiedyś wspominałam, że zaczęły mi się podobać różne style muzyczne, na które wcześniej nie zwracałam zbytniej uwagi. W tym roku folk oraz muzyka tradycyjna stały się dla mnie numerem jeden. Szczególnie przypadły mi do gustu formacje i pieśni ukraińskie. Od wielu miesięcy jestem zakochana w tej muzyce, staram się poznawać zarówno ją jak i kulturę oraz język ukraiński. Z tym ostatnim idzie mi całkiem nieźle, czytanie i pisanie sprawia mi coraz mniej problemu. Z mówieniem jest, póki co, trochę kłopotu, ale stale szukam okazji, aby móc sprawdzać swoje umiejętności w praktyce.
Nie wiem, czy też zdarza Wam się odnosić wrażenie, że jeśli czegoś bardzo chcecie, to różne okoliczności życiowe same układają się pomyślnie, podsuwając nam niespodziewani pomoc w osiągnięciu zamierzonych celów. Tak właśnie od czasu do czasu bywa u mnie. Gdy tylko kupiłam sobie kurs ukraińskiego i przerobiłam pierwsze rozdziały, w lokalnej prasie trafiłam na reportaż o pewnej ukraińskiej rodzinie, która zamieszkała w nieodległej od mojego miejsca zamieszkania miejscowości. Postanowiłam napisać do Aliny i poznać bliżej jej historię. Spotkałyśmy się na początku maja i przez kilka godzin rozmawiałyśmy o sytuacji na Ukrainie, życiu w Polsce, o naszych rodzinach i, co oczywiste, o pasjach. Alina po przyjeździe do Polski, poświęca dużo czasu na malowanie. Pasja, na którą nie miała wcześniej zbyt wiele czasu, obecnie jest panaceum na tęsknotę za krajem i rodziną. Jej cudowne martwe natury i krajobrazy malowane akwarelami urzekają mnie swoim urokiem. Jeśli macie ochotę, możecie zajrzeć do galerii na Instagramie i przekonać się, jak niezwykłe są prace Aliny >> CLICK.

Na okoliczność naszego spotkania postanowiłam przygotować skromny upominek w postaci szkicownika. Uznałam, że najlepsza będzie dość płaska okładka w stonowanej kolorystyce. Skupiłam się na teksturach, które stworzyłam za pomocą past strukturalnych, a także dużej ilości guzików, koralików i innych drobiazgów. Całość pokolorowałam farbami Art Anthology oraz Inka Gold.












Kilka tygodni temu Alina wybrała się do mnie z rewizytą i zostałam obdarowana jedną z jej cudownych martwych natur. Widok słonecznych cytryn rozświetla mój pokój w pochmurne dni i nastraja mnie optymistycznie.


6 listopada 2018

W zieleni

Dziś proponuję Wam krótki odpoczynek od jesiennych nastrojów. Za to będzie dużo zieleni, którą połączyłam z łososiowymi kwiatami. Niektóre z tych kwiatów wycięłam z papieru wizytówkowego i pomalowałam akwarelami, a następnie obrysowałam kontury czarnym cienkopisem.
Dodałam troszkę kamyczków i ufarbowanej na zielono gazy. Na koniec posypałam całość brokatem.








4 listopada 2018

W jesiennej kolorystyce

Listopad w tym roku jest wyjątkowo ciepły. Wprawdzie to dopiero początek, ale prognozy na najbliższe dni są wciąż obiecujące. Nie mam nic przeciw temu, aby zima upłynęła nam w podobnej atmosferze. Ale... będzie, co ma być.
A tymczasem cieszmy się chwilą i czerpmy inspirację z tego, co za oknem. Tak, dziś pokażę Wam kolejny projekt inspirowany jesiennymi barwami. Ale tej formy jeszcze na blogu nie było. Journal art to, jak dotąd, dla mnie grunt niezbadany, ale przez to właśnie pociąga mnie i intryguje.
Jak możecie zobaczyć, dużo kombinowałam z teksturami i kolorami. Użyłam białego gesso, aby stworzyć wyraźną strukturę tła. Rude plamy powstały za sprawą tuszów alkoholowych. Następnie tu i tam musnęłam pędzlem lekko umoczonym w niebieskiej farbie metalicznej.
Tło wyszło super, tak myślę, ale nie można tego powiedzieć o zmieszczonych na nim elementach. Tyle razy zmieniałam koncepcję, przyklejałam coś, a następnie odrywałam, aż w końcu niektórych rzeczy już nie mogłam przemieścić bez ingerencji w tło. Wyszło więc, jak wyszło:








2 listopada 2018

Jesienna zawieszka

Nie macie czasem wrażenia, że jesień wciąż jest niedoceniana w scrapbookingu? W końcówce wakacji czujemy wprawdzie jej pierwsze symptomy, ale głowę zaprzątają nam pourlopowe projekty. Później okazuje się, że czas już pomyśleć o świątecznych kartkach i dekoracjach. Sprawy nie ułatwiają nam też producenci papierów do scrapbookingu, którzy w letnie miesiące serwują tematykę wakacyjną, a zaraz po niej, w okolicach września, wypuszczają bożonarodzeniowe kolekcje. Jesień jest jakby nieobecna, a przecież to taka inspirująca pora roku!
Na moim blogu pojawiło się ostatnio sporo jesiennych projektów i zdradzę Wam, że szykują się kolejne. Zupełnie nie mam ochoty na przedświąteczne szaleństwo, chociaż to już chyba pora zacząć o nim myśleć. Może wkrótce się przełamię... A tymczasem - kolejny klimatyczny drobiazg: zawieszka na drewnianej bazie, udekorowana jesiennymi liśćmi.
Jak widzicie, liściaste stemple BoBunny w tym roku rządzą! Zakochałam się w nich od pierwszego ujrzenia i wciąż odkrywam ich potencjał. Baza zawieszki została przeze mnie potraktowana preparatem do spękań. Crackle to mój kolejny bzik tej jesieni. Możecie nie uwierzyć, ale preparaty odleżały na półce ponad dwa lata, nawet nie rozpakowane. I co one tam tyle czasu robiły?!
Do pomalowania bazy i umieszczonych na niej dekoracji użyłam tuszów alkoholowych. Na koniec dodałam nieco drobnych koralików i cekinów, które przykleiłam na gel medium. Wszystko lśni się pięknie i mieni w promieniach jesiennego słońca, którego, mam nadzieję, jeszcze długo nie będzie nam brakowało. Tego Wam życzę!