Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadu-gadu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadu-gadu. Pokaż wszystkie posty

3 maja 2023

W Międzynarodowy Dzień Scrapbookingu o sprzątaniu, art journalu i prehistorii

Wczoraj obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Scrapbookingu. Ja uczciłam go godnie, cały dzień sprzątając w Pracowni. Ta czynność jak zapewne wiecie, szczególnie sprzyja refleksjom, o czym się zaraz przekonacie. Ale bez paniki - mam również pracę adekwatną na wspomnianą okoliczność. Poświęcona jest sprzątaniu właśnie i jeszcze nie była prezentowana.

Może nie uwierzycie, ale scrapbooking towarzyszy mi już ponad ćwierć życia - mam na to dowód w postaci tego bloga 😄! To zajęcie przez wiele lat było najbliższe memu sercu i z niego narodził się mój sposób na życie i zarabianie pieniędzy. Choć ostatnie lata niespecjalnie to oddają, jeśli chodzi o blog. Niemniej jednak śmiało mogę powiedzieć, że zaliczam się do tych dinozaurów, które zaczynały swoją przygodę w erze przedfejsbukowej.

Początek mojej przygody ze scrapbookingiem to digitalscrapbooking, czyli jego forma cyfrowa. Kiedyś tworzyłam całe pakiety dodatków utrzymanych w wybranym stylu. Wykorzystywałam je do złożenia digiscrapów. Inspiracje czerpałam z natury, więc królowały kwiaty, czasem powstawały postarzane papiery lub elementy przypominające teksturą metal. Generalnie było sporo zabawy z programami graficznymi, czego efektów nie możecie niestety zobaczyć, bo usunęłam swojego bloga poświęconego . W tamtym czasie prace wykonane techniką tradycyjną (przy użyciu zwykłych nożyczek i kleju) wydawały mi się anachroniczne.

Na szczęście po roku lub dwóch się to zmieniło! Komputer poszedł w odstawkę, a ja... wpadłam jak śliwka w kompot :) Kto się otarł o scrapbooking, ten wie, że trudno się oprzeć wszelkim dedykowanym do jego kultywowania gadżetom. Chciałoby się wszystkiego spróbować i posiadać coraz więcej. Po latach wiem, że to może być droga w ślepy zaułek, o czym świadczy fakt, że kiedyś sprzątanie Pracowni zajmowało mi jedno popołudnie, a dziś - już wiem, że w tydzień nie skończę...

Więcej o scrapbookingu i drodze, która mnie do niego przywiodła, przeczytacie na podstronach tego bloga: O mnie i Scrapbooking.

Tymczasem chcę opowiedzieć kilka słów o prezentowanej niżej pracy. Mam trochę kłopotu z określeniem jej formy. Zamierzałam stworzyć coś na kształt art journal, ale po przejrzeniu prac m.in. publikowanych na Pintereście i określanych tym mianem, raczej to nie jest to. Na podstawie obserwacji mogę stwierdzić, że art journal jest bardziej formą estetyczną niż dokumentalną. Odnoszę wrażenie, że to zbiór mniej lub bardziej powiązanych tematycznie i kolorystycznie elementów, wybranych przez Autora bądź Autorkę pod wpływem określonego nastroju. W moim przypadku funkcja dokumentalna jest nadrzędna. Z pewnością jest to praca scrapbookingowa. I tu mała dygresja: zauważyłam, że często określa się tą nazwą wszelkie prace powstałe z papieru (w szczególności z wykorzystaniem wykrojników). Dla mnie jednak scrapbooking nierozerwalnie łączy się ze zdjęciami. Stąd nie każdy art journal to scrapbooking... A może art journalu w ogóle nie powinno się wkładać do tej szufladki? Może zostawmy temat, który dla znakomitej większości Czytelników tego bloga zapewne i tak nie ma znaczenia :) Cóż, ciężkie jest życie posiadacza analitycznej osobowości. Jeśli macie wyrobione zdanie w tej kwestii ulżyjcie w cierpieniach i podzielcie się opinią w komentarzu.

Pomijając dywagacje dotyczące przypisania pracy do konkretnego gatunku (tylko jaką etykietą ja ten wpis mam opatrzyć 😕?), może teraz kilka słów o tym, co się na niej dzieje. Rozkładówka poświęcona jest akcji Operacja Czysta Rzeka, którą nasze Stowarzyszenie Folkowisko zorganizowało w Gorajcu.


Okolica tej niewielkiej wsi (41 mieszkańców) jest bardzo urokliwa i pozornie wydawała się czysta. Jednak po bliższym zapoznaniu z tym, co piszczy w trawie, okazało się, że wcale taka nie jest. Zebraliśmy kilkadziesiąt worków śmieci oraz przedmioty wielkogabarytowe, np. opony. Wiele przedmiotów już mocno zrosło się z terenem i czasem trzeba było użyć siły, aby je w całości wydobyć.


Po skończonej akcji udaliśmy się do Chutoru Gorajec (siedziby naszego Stowarzyszenia), gdzie czekało na nas ognisko i klimatyczny koncert Sviatyja. Nie umieściłam zdjęć z tej części akcji w swoim, powiedzmy journalu, ponieważ zamierzam nadać mu dość skondensowaną formę.


Do zaprezentowania wszystkich ciekawych zdjęć wykonanych tego dnia przez Roberta Kryłę najodpowiedniejszy byłby album. I kto wie, czy taki nie powstanie? Póki co, naa potrzeby mojej pracy wybrałam to, na którym zmagam się z wrośniętym w ziemię drutem (serio, musiał tu tkwić co najmniej od dekady).


Uznałam też, że nie może zabraknąć zdjęcia całej naszej dzielnej Ekipy porządkowej, wykonanego na tle XVI-wiecznej gorajeckiej Cerkwii.


Wybrane zdjęcia wkleiłam do bloku akwarelowego, który stanowi bazę mojego journala. Pomyślałam, że pomaluję tła akwarelami, a do tego potrzebny jest solidny papier o wysokiej gramaturze. Jak na wpis z początku wiosny przystało wybrałam zielone odcienie. Wycinanki w formie roślin wyglądają na nich bardzo naturalnie.


Kompozycje roślinne oraz ścinki zadrukowanej kalki to w zasadzie jedyne elementy dekoracyjne, na jakie się zdecydowałam. Powiedzmy, że minimalizm, ale trochę na bogato - roślin jest całkiem sporo, a tło, mimo monochromatycznego charakteru wcale nie wydaje się monotonne.


Uzupełnieniem zdjęć są krótkie notatki napisane odręcznie, aby sięgając do albumu po latach wiadomo było o co biega.


Tytuł mojego wpisu jest wykonany z pojedynczych liter wyciętych wykrojnikami. Uważam je za świetny przykład maksymalnego wykorzystania papierów scrapbookingowych. Z innych zero waste'owych tricków mogę jeszcze podpowiedzieć wycięcie drobnych kółeczek, które będą niewątpliwie pasowały do każdej pracy - jak widzicie, nie wyrzucam nawet najmniejszego ścinka! Taka też jest idea scrapbookingu - wykorzystaj wszystko, co masz pod ręką.

Z tym przesłaniem zostawiam Was dzisiaj - pamiętajcie o tym nie tylko przy okazji Dnia Scrapbookingu. A na koniec jeszcze zdjęcie okolic Gorajca z dnia naszej akcji, sami zobaczcie, jak pięknie :)

23 marca 2023

Romantyczny mini-album z resztek

W pracowni rękodzielniczej nic się nie marnuje! Zwłaszcza w scrapowej, bo scrapbooking to dziedzina, która jest w stanie wchłonąć wszelkie resztki. Nieraz dawałam temu wyraz na moim blogu, a dziś po raz kolejny to potwierdzę. Argumentem zaś będzie romantyczny mini-album, wykonany w znacznej mierze z resztek.



Albumy tworzę od kilkunastu lat. Moja przygoda ze scrapbookingiem zaczęła się właśnie od nich. Pierwszy, który wykonałam, w niczym nie przypomina tego z dzisiejszego wpisu, zresztą, możecie zerknąć dla porównania na Album zimowy z 2010 roku! No, powiem Wam, jest różnica 😀 W poziomie wykonania samej pracy, jak też sfotografowania jej. Jak głosi obiegowa mądrość - "praktyka czyni mistrza" i dzisiejsze zdjęcia zdają się ją potwierdzać.
Od tamtej pory nazbierało się albumów na moim koncie. Blogowy licznik pokazuje, że 41. Czasem były bardziej udane, czasem mniej. Sporą część zrobiłam na zamówienie. Równie wielką na prezenty dla rodziny i znajomych tudzież własne zapotrzebowanie.


Co jest najlepsze w scrapowych albumach?

15 marca 2023

Własnoręcznie wykonany notes

Ktoś z Was zapisuje jeszcze ważne rzeczy w sposób tradycyjny? Pamiętam, że już wielokrotnie zadawałam to pytanie na moim blogu. Powiem Wam, że pod tym względem nieco się u mnie zmieniło, chociaż nadal uważam, że własnoręcznie wykonany notes to prawdziwa przyjemność prowadzenia notatek.


Od czasu mojej intensywnej aktywności na tym blogu minęło już niemal cztery lata. Wtedy w kilku ostatnich postach wspomniałam o kryzysie twórczym, który ostatecznie mnie pokonał. Ale. Dał też przestrzeń do zupełnie innych działań. Zaczęło się od Festiwalu Folkowisko, który nadał mojemu życiu całkiem nowy wymiar. Temat wymaga omówienia w osobnym wpisie, więc teraz wspominam o nim tylko tak pobieżnie. Chodzi o to, że z uczestnika i odbiorcy tego wydarzenia stałam się jego współorganizatorem. Z uwagi na moje dużego doświadczenia w obszarze rękodzieła, zajmuję się m.in. strefą wystawców oraz koordynacją warsztatów.

Mimo, że festiwalowe wydarzenia ograniczają się do czterech lipcowych dni, to moja praca trwa właściwie okrągły rok. Jeszcze w czasie imprezy zbieram informacje od uczestników, umawiam się z wystawcami na kolejną edycję, podsumowuję wydarzenie. Później przygotowuję kolejny nabór chętnych: tworzę formularze zgłoszeniowe, przygotowuję materiały promocyjne, nawiązuję kontakty z ciekawymi twórcami. Na kilka tygodni przed kolejną edycją Folkowiska dopinam szczegóły, układam harmonogram warsztatów, planuję lokalizację wystawienniczych stanowisk, a w międzyczasie staram się promować nasze artystyczne osobowości. I tak w koło! Moja praca wymaga nieustannego prowadzenie dużej ilości notatek. Numery telefonów, adresy mailowe, kto czym się zajmuje, terminy, terminy, terminy...

Jak sobie z tym radzę?

7 marca 2023

Kartki świąteczne z pisankami

Świąteczne klimaty rozgościły się w rękodzielniczym świecie na dobre. Na prowadzonych przeze mnie warsztatach powstają dekupażowe pisanki i kwiaty z krepiny do palm. Ja tymczasem postanowiłam sprawdzić, czy pamiętam jeszcze, jak się robi kartki świąteczne. W rezultacie powstała sterta kolorowanych akwarelami wycinanek i seria kartek z pisankami.



Ostatnio moje działania twórcze zeszły na nieco dalszy plan, co możecie zaobserwować po gęstości pojawiania się wpisów na blogu. Zwyczajnie brakuje mi czasu na szaleństwa w pracowni... W ciągu tygodnia mam warsztaty w czterech różnych Klubach Seniora. Na tych zajęciach raczej nie zajmujemy się kartkami, chociaż "przemycam" pewne elementy scrapowo-kartkowe. Niedawno w jednym z klubów robiliśmy mediowe notesy, a w innym z kolei zaczynamy pracę nad albumami. Jeśli chcielibyście zobaczyć, jakie prace wychodzą z rąk uczestników moich warsztatów, zajrzyjcie na stronę Warsztaty rękodzieła Iwona Pawelec Burczaniuk na fejsbuku.

4 stycznia 2019

Nowy rok, stare rozterki

Witajcie w Nowym Roku!

Ostatnio niewiele się dzieje na moim blogu. Jestem jakaś "zawieszona" i w zasadzie nie robię żadnych prac. Za to znów pojawiły się refleksje na temat sensu mojej twórczej drogi. Wiadomo, że każdy ma co pewien czas jakieś wątpliwości odnośnie tego, czym się zajmuje, ale u mnie częstotliwość z jaką się one pojawiają, zaczyna być niepokojąca...


Aby odpocząć choć na chwilę od uporczywych myśli, wzięłam na warsztat nowy projekt. Uznałam, że początek roku to ostatni moment, aby zrobić sobie świąteczny album, a że trochę mi jeszcze zostało papierów z kolekcji "Yuletide" 7Dots Studio, to będzie też świetna okazja, aby je efektywnie wykorzystać.

9 listopada 2018

Historia pewnego szkicownika

Od wczoraj w pracowni się dzieje! Może nie są to takie działania, o jakich piszę Wam tu najczęściej, ale z pewnością przyczynią się one do znaczących zmian. Pierwsza z nich będzie taka, że być może już dziś w kaloryferach (które od wczoraj wiszą w pracowni) pojawi się ciepło! Dzięki zaangażowaniu mojego męża, który miał najwyraźniej dość mojego "zimowania" z całym scrapowym majdanem w sypialni, pracownia staje się użytkowa w systemie całorocznym!

Ze względu na prace remontowe mam krótki przestój w pracy. Postanowiłam go zatem wykorzystać do pokazania Wam jednego projektu, wykonanego jakoś tak pół toku temu. Geneza powstania tej pracy wiąże się poniekąd z moimi tegorocznymi fascynacjami muzycznymi. Już Wam kiedyś wspominałam, że zaczęły mi się podobać różne style muzyczne, na które wcześniej nie zwracałam zbytniej uwagi. W tym roku folk oraz muzyka tradycyjna stały się dla mnie numerem jeden. Szczególnie przypadły mi do gustu formacje i pieśni ukraińskie. Od wielu miesięcy jestem zakochana w tej muzyce, staram się poznawać zarówno ją jak i kulturę oraz język ukraiński. Z tym ostatnim idzie mi całkiem nieźle, czytanie i pisanie sprawia mi coraz mniej problemu. Z mówieniem jest, póki co, trochę kłopotu, ale stale szukam okazji, aby móc sprawdzać swoje umiejętności w praktyce.
Nie wiem, czy też zdarza Wam się odnosić wrażenie, że jeśli czegoś bardzo chcecie, to różne okoliczności życiowe same układają się pomyślnie, podsuwając nam niespodziewani pomoc w osiągnięciu zamierzonych celów. Tak właśnie od czasu do czasu bywa u mnie. Gdy tylko kupiłam sobie kurs ukraińskiego i przerobiłam pierwsze rozdziały, w lokalnej prasie trafiłam na reportaż o pewnej ukraińskiej rodzinie, która zamieszkała w nieodległej od mojego miejsca zamieszkania miejscowości. Postanowiłam napisać do Aliny i poznać bliżej jej historię. Spotkałyśmy się na początku maja i przez kilka godzin rozmawiałyśmy o sytuacji na Ukrainie, życiu w Polsce, o naszych rodzinach i, co oczywiste, o pasjach. Alina po przyjeździe do Polski, poświęca dużo czasu na malowanie. Pasja, na którą nie miała wcześniej zbyt wiele czasu, obecnie jest panaceum na tęsknotę za krajem i rodziną. Jej cudowne martwe natury i krajobrazy malowane akwarelami urzekają mnie swoim urokiem. Jeśli macie ochotę, możecie zajrzeć do galerii na Instagramie i przekonać się, jak niezwykłe są prace Aliny >> CLICK.


Na okoliczność naszego spotkania postanowiłam przygotować skromny upominek w postaci szkicownika. Uznałam, że najlepsza będzie dość płaska okładka w stonowanej kolorystyce. Skupiłam się na teksturach, które stworzyłam za pomocą past strukturalnych, a także dużej ilości guzików, koralików i innych drobiazgów. Całość pokolorowałam farbami Art Anthology oraz Inka Gold.

28 sierpnia 2018

Pojarmarkowo

Kolejna przerwa w publikacjach spowodowana wyjazdem za mną. Spędziłam kilka dni w nieodległym Lublinie, we wspaniałej atmosferze Jarmarku Jagiellońskiego. Wprawdzie minęło już kilka dni od czasu tego wydarzenia, ale zleciały mi one tak szybko, że prawie tego nie zauważyłam.

Przyznaję, że cudownie było znaleźć się na Jarmarku po dwuletniej przerwie (w ubiegłym roku byłam tam zaledwie kilka chwil, co nie pozwoliło poczuć niesamowitej energii tego wydarzenia). Tegoroczna edycja za to była wspaniała! Jeśli macie ochotę, to zapraszam do przeczytania kilku zdań, będących dokumentacją mojego udziału w imprezie.


Szczególną wartość mają dla mnie jarmarkowe warsztaty, podczas których można poznać inne techniki i zawrzeć nowe znajomości. W tym roku wybrałam się na warsztaty pieśni ukraińskich, prowadzone przez Irynę Klymenko, wieloletnią solistkę zespołu "Drewo". Była okazja spotkania się z dziewczynami poznanymi na Taborze Lubelskim, a także zapoznania się z mieszkającą dość blisko Radzynia Ewą, z którą po zajęciach przegadałyśmy dobre półtorej godziny siedząc na murku w okolicach zamku. Ewa lubi śpiew wszelaki, a szczególnie w grupie, więc dobrze wiedzieć, że w okolicy można znaleźć towarzystwo do wspólnych sesji. Spotkanie z ukraińskimi pieśniami było interesującym i dość intensywnym przeżyciem. W ciągu trzech dni mieliśmy zapoznać się z charakterystycznym sposobem wykonywania utworów oraz przygotować się do ich publicznego zaprezentowania. Była moc! Nagranie z fragmentem naszego występu znajdziecie na moim Instagramie.


Inny warsztat, na którym byłam, nie wymagał aż tak dużego zaangażowania w pracę, przez co pozwolił na swobodne rozmowy ze współuczestnikami. Jednym z nich był Pan Tomasz Krajewski, który wraz z żoną zajmuje się tworzeniem rękodzieła obrzędowego, a głównie ludowych pająków ze słomy i bibuły. Po zajęciach odwiedziłam stoisko, aby poznać twórczość p. Tomasza.


Z kolei od innej rozmówczyni miałam okazję dowiedzieć się o producentce wspaniałych serów z Woli Osińskiej, wśród których można podobno znaleźć mój ulubiony ser typu korycińskiego. Tak więc wyprawa w okolice Puław, być może do Kazimierza Dolnego, zapewne odbędzie się wkrótce.
Ilość artystów prezentujących piękne przedmioty na Jarmarku była tak wielka, że nie wystarczyło czasu na dokładne obejrzenie wszystkiego. O rozmowach z Twórcami nawet nie wspominam, wszak każdy z nich z przyjemnością i zaangażowaniem opowiada o swojej pasji i można niezauważenie wręcz spędzić dobrą godzinę przy jednym zaledwie stoisku.







Przechadzając się wśród straganów spotkałam Gordija Starukha i Darię Alyoshkinę - artystów ze Lwowa, z którymi zamieniłam kilka słów. Gordij jest konstruktorem instrumentów zwanych lirami korbowymi, a także założycielem mojej ulubionej ukraińskiej kapeli Joryj Kłoc. Obecnie już w niej nie występuje, natomiast współtworzy zupełnie inny muzyczny projekt o nazwie Lirvak. Lirvak (lub też ЛІРВАК), to elektroniczne brzmienia inspirowane muzyką tradycyjną Ukrainy. Daria z kolei zajmuje się wycinanką, która zachwyca niezwykle wyszukanymi formami, a także niebywałą wielkością prac. Jeśli byliście na ubiegłorocznej edycji Jarmarku, to z pewnością pamiętacie gigantyczne pisanki autorstwa Darii, prezentowane w Galerii Gardzienice.



Jarmarkowi Jagiellońskiemu nieodłącznie towarzyszy muzyka. Z koncertów na Dziedzińcu Zamkowym najbardziej przypadł mi do gustu zespół Violons Barbares. Trio tworzą muzycy z Bułgarii, Francji oraz Mongolii. Niezwykłe połączenie bałkańskich dźwięków z orientalnym brzmieniem, niepozbawione francuskiego wyrafinowania, dodatkowo wzbogacone śpiewem alikwotowym - posłuchajcie, a z pewnością sami zachwycicie się.

29 lipca 2018

Pożegnanie z dzieciństwem...?

I już mamy wakacje na półmetku! Bezlitosny czas pędzi na złamanie karku. Jeśli macie dorastające dzieci na pewno doskonale to widzicie. Jeśli macie maleństwa - cieszcie się chwilą, bo nawet nie zauważycie, jak szybko ze słodkiego malucha zmienią się w nastolatka z ufarbowanymi na różowo włosami.

I będzie to znacznie wcześniej, niż się spodziewacie. Po przekroczeniu pewnego wieku (jak się okazuje, w przypadku mojego najmłodszego dziecka jest to dziesięć lat), człowiek zaczyna odczuwać silną potrzebę wyrażenia swojego indywidualizmu, a sposób, w jaki to robi, może być trudny do zaakceptowania przez rodzicieli. Należę jednak do tych raczej tolerancyjnych rodziców, którzy akceptują wszelkie wybory swoich dzieci i przyzwalają na nieraz szalone pomysły (o ile nie zagrażają zbytnio bezpieczeństwu i nie skutkują naruszeniem prawa). Akceptuję nie zawsze oznacza, że pochwalam. Ale brak mojej zgody na coś byłby jednocześnie niezgodą na ich wchodzenie w dojrzałość, dorastanie, a tego procesu nie da się przecież powstrzymać. Szkoda więc tracić czas na utarczki o sprawy, które za chwilę całkowicie stracą na znaczeniu. Ta świadomość nieuniknioności pewnych procesów nie jest jednak w stanie ochronić mnie przed pojawiającym się w głębi pytaniem: "Ale to już??!" Jeszcze wczoraj słodkie dziewczę bawiło się lalkami, a lada dzień będzie latać po imprezach...
Zawsze wierzyłam, że tzw. "syndrom opuszczonego gniazda" raczej mi nie grozi. Mam przecież pasję, mnóstwo rzeczy do ogarnięcia. Mimo to, pewne refleksje się pojawiają. Niewątpliwie jednak hobby bardzo pomaga w tych trudniejszych chwilach. Zatem jeśli macie coś, co sprawia Wam przyjemność i jest oderwaniem od otaczającej rzeczywistości, nie szczędźcie czasu i wysiłków na kultywowanie tego. Wcześniej czy później bardzo Wam to zaprocentuje.


Może wystarczy tych smętów na dziś. Nie ma co roztkliwiać się nad zamykającym się jakimś etapem życia. Trzeba zebrać się do kupy, pakować walizki i ruszać na spotkanie z nowymi ludźmi, nową przygodą i nowym hobby. Tak - czeka mnie cały tydzień, nawet z okładem, podczas którego nie wezmę nożyczek do rąk! Ciekawe, jak się to odbije na mojej psychice? Nie omieszkam Wam wkrótce o tym opowiedzieć i zdradzić więcej szczegółów.
A tymczasem zostawiam Was z kartką upamiętniającą okres beztroskiego dzieciństwa, którą wykonałam z papierów "Vintage Baby Girl" od Laserowe LOVE.

13 stycznia 2018

Gdzie ty to trzymasz?! Wykrojniki (DIY)

Gdy rozpoczynałam swoją przygodę ze scrapbookingiem, najważniejsze w zasadzie były dwie kwestie: skąd wziąć fundusze na narzędzia i materiały oraz gdzie zaopatrzyć się w tego rodzaju akcesoria.

Domyślam się, że dla wielu z Was, którzy rozpoczęliście przygodę z papierowym rękodziełem w ciągu ostatnich lat, kwestia dostępności materiałów może się wydawać kuriozalną. Jednakże, musicie wiedzieć, że ja zaczynałam jeszcze wtedy, gdy takiej obfitości sklepów, jak teraz, nie to, że nie było, ale nawet nam się nie marzyło. Szczęśliwie, ta dziedzina naszej gospodarki rozwija się w dość szybkim tempie. Toteż po kilku latach scrapowania pojawia się kolejny, niezwykle istotny aspekt - gdzie to wszystko trzymać??



Oczywiście, pytania o sposoby przechowywania zasobów nie są mi obce i nieustannie próbuję znaleźć na nie odpowiedzi, którymi nie omieszkam się z Wami podzielić. A już dziś mogę Wam dać rozwiązanie w kwestii organizacji wykrojników.

Są różne sposoby ich przechowywania i w zasadzie każdy ma swoje ulubione. Jedni trzymają w pudłach, w oryginalnych opakowaniach, inni tapetują nimi ściany lub drzwi regałów. Mi osobiście najbardziej odpowiada system albumowy. Grupuję sobie wszystko tematycznie (np. dziecko, ślub, rośliny i liście), więc nie mam problemu z odnalezieniem potrzebnego wykrojnika. Albumy nie zajmują wiele miejsca, bez problemu mieszczą się na półkach czy do szuflady. A co najważniejsze! Są w pełni mobilne! Mogę je zabrać w każde miejsce, w którym mam ochotę rozłożyć się ze swoją pracą. U mnie nie zawsze jest to pracownia. Tym miejscem często bywa łóżko w mojej sypialni, więc tam raczej trudno by było o zabranie gabarytów.

Tak więc zdecydowanie albumy! Jeśli również do Was trafia ten sposób ich przechowywania, to możecie skorzystać z mojej instrukcji, jak taki album samodzielnie sobie stworzyć.
Na początek wspomnę Wam jeszcze o pewnej, istotnej dla mnie sprawie. A mianowicie o estetyce przedmiotów, które trafiają do mojej pracowni. Od samego początku przywiązuję do tej kwestii ogromną wagę, zatem rzeczy, których używam, muszą być nie tylko funkcjonalne, ale również ładne i solidnie wykonane. Owszem, może nie mieć to znaczenia, jeśli pracujecie w domowym zaciszu i traktujecie swój kąt, jako świątynię, do której "niewierni" nie mają wstępu. Moja pracownia jednak jest miejscem, w którym można "na żywo" obejrzeć i zakupić wykonane tu prace, podejrzeć mnie podczas ich tworzenia, bywa niekiedy miejscem spotkań i warsztatów. Zatem niech Was nie zdziwi fakt, że przywiązuję tak dużą wagę do jej wyglądu.
Ok, dość gadania, zabierajmy się do pracy!

20 listopada 2016

Marzenia się spełniają

Witajcie! Dziś przychodzę się chwalić i nie zamierzam być w tym ani trochę skromna :) co mam nadzieję, będziecie w stanie mi wybaczyć. Z ogromną radością i satysfakcją chcę Wam ogłosić, że dołączyłam do wspaniałego zespołu, który od nowego roku będzie reprezentował jedną z najlepszych marek w scrapbookingowym świecie.

LemonCraft znają chyba wszyscy. Te wspaniałe produkty często spotykam na blogach, zarówno polskich jak i zagranicznych, a sama zakochałam się w nich od pierwszego użycia :)
Teraz zaczyna się wielka przygoda w doborowym gronie. Cieszę się widząc w DT znane i podziwiane osoby i z niecierpliwością czekam na poznanie nowych.
Marzenia się spełniają, jeśli się w nie głęboko wierzy :)



Zerknijcie na bloga LemonCraft i poznajcie cały Team 2017 >> KLIK, KLIK 

25 kwietnia 2016

Intensywny weekend

Jak tam po weekendzie? Mój był tradycyjnie dość intensywny. Wczoraj zakończył się projekt "Inkubator Animacji Kultury" organizowany przez Warsztaty Kultury w Lublinie, w którym miałam przyjemność brać udział od lutego. Teraz czekam na wyniki testu końcowego, a w międzyczasie obmyślam projekt na zaliczenie.

Projekt był dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Bardzo dużo dowiedziałam się o sobie, poukładałam sobie posiadaną już wiedzę z tego zakresu (z zaskoczeniem stwierdziłam, jak wiele już wiem, i trochę ze smutkiem, że za mało z tej wiedzy korzystam jednak). Oczywiście, zdobyłam też mnóstwo nowych wiadomości i umiejętności. No, i oczywiście poznałam wielu świetnych ludzi, z którymi, mam nadzieję, kontakt nie urwie się po zakończeniu projektu.


Tak więc, udział w tego typu warsztatach polecam każdemu.
A co tam dzisiaj w pracowni? Sezon ślubny w pełni. Oto moja najnowsza kartka ślubna, wykonana z papierów Paper Passion.

19 kwietnia 2016

"Pani to się nie przepracowuje"

Za oknem szaro, buro i ponuro i nawet wypicie drugiej kawy nie postawiło mnie jeszcze na nogi. Najchętniej spędziłabym cały dzień na zajęciach nie wymagających zbytniego myślenia, ale niestety, nie ma tak lekko...

Trzeba zebrać się w sobie, dokończyć kilka zaczętych prac, na które z niecierpliwością czekają nowi właściciele, po południu pójść na warsztaty i zrobić z dzieciakami coś fajnego, a wieczorem przygotować coś do pokazania na blogu. I chociaż uczestnicy moich warsztatów z grupy młodzieżowej co jakiś czas rzucają: "Pani to ma lekką pracę" albo nawet - "No, pani to się nie przepracowuje" to, wbrew pozorom, praca rękodzielnika nie należy do najłatwiejszych. Choćby z uwagi na to, że od myślenia o pracy nie da się uciec (przynajmniej ja tak mam). I dlatego, że zawsze jest coś do zrobienia - jeśli nie realizacja zleceń, to opracowanie nowych projektów, zrobienie zdjęć, stworzenie interesujących opisów, przygotowanie postów, wypróbowanie nowych materiałów i preparatów, czy w końcu ogarnięcie pracowni po szale twórczym, o reklamie i skutecznym dotarciu do potencjalnych odbiorców wykonanych prac nie wspominając.


Oczywiście, są też dobre strony tej sytuacji, powiem więcej - te pozytywne aspekty nawet przeważają. W innym przypadku zapewne nie bylibyśmy skłonni skazywać się na taką "harówkę". Ale czasem pojawia się rozterka - czy aby na pewno? Gdy tak siedzę i piszę posta, spoglądając przez okno na mój zachwaszczony ogródek, w którym już pięknie zakwitły żonkile i tulipany, to w sercu kiełkuje cień wątpliwości.

2 kwietnia 2016

Nie święci garnki lepią

No, może garnki nie, ale kubeczki już tak! Dziś odrobina mojej twórczości w nieco innej odsłonie. Przedmioty jak najbardziej użytkowe i przeznaczone do codziennego wykorzystywania. Wiecie, jak świetnie pije się z nich poranną kawę?

Jak możecie zauważyć, kubki nawiązują do stylu moich papierowych prac. Są utrzymane w takim babcinym klimacie, a poza tym pojawia się w nich motyw koronki. Wiem, nie są idealne, czasem wychodzą koślawe i sporo pracy przede mną, aby osiągnąć odpowiednie efekty, ale... wspominałam Wam o kawie? Z porcelitowych, choćby najbardziej idealnych, mi tak nie smakuje (wyjątkiem są jedynie białe pękate filiżanki).


Już nie pamiętam, kiedy pojawił się u mnie pomysł na spróbowanie swoich sił w ceramice. W każdym razie w 2012 roku stanęłam w obliczu założenia firmy i miałam nadzieję, że będzie ona oparta również na tej dziedzinie. Wybrałam się na kurs ceramiki, który utwierdził mnie w przekonaniu, że to droga, którą trzeba podążać. Złożyłam wniosek do PUP o dofinansowanie na rozpoczęcie działalności, w kosztorysie ujmując m.in. zakup pieca. Niestety, z wnioskowanych 18 tys. urząd przyznał mi 10... Marzenia o piecu legły w gruzach, ale ja się nie poddałam. Co jakiś czas lepię swoje twory i wypalam korzystając z uprzejmości lokalnych pracowni, mając nadzieję, że ta sytuacja wkrótce się zmieni. Być może już ten rok przyniesie zmianę w tym temacie? Pożyjemy, zobaczymy. A tymczasem - zobaczcie kubki!

14 marca 2016

Delikatny róż

Wiosna poczyna sobie coraz śmielej! I bardzo się z tego powodu cieszę.

Dziś poniedziałek, więc zapraszam Was na bloga Paper Passion, gdzie możecie obejrzeć pracę wykonaną z najnowszych papierów wydanych ostatnio przez tę markę, o pięknej, wiosennej nazwie - Magnolia.


Przy ich użyciu powstała poniższa księga gości. Delikatny róż jest doskonały na prace o charakterze ślubnym i stanowi doskonałe tło dla wszelkich dodatków.

5 lutego 2016

Pamiątka

Wiecie, że uwielbiam starocia? Wiecie, bo już wielokrotnie wspominałam o tym na blogu. Tak więc, jakiś czas temu miałam okazję przebywać w starym domu po mojej babci, w poszukiwaniu "skarbów", które tam jeszcze oparły się zębowi czasu (moja babcia nie żyje już od niemal 25 lat, a od kilku lat dom jest już kompletnie opuszczony).

Poza meblami i przedmiotami użytku codziennego, które być może kiedyś Wam tu pokażę, znalazłam starą torebkę. W jej wnętrzu znajdował się pokaźny plik starych pocztówek i telegramów (!), które członkowie rodziny wysyłali do babci, czy to z okazji świąt, czy na dzień matki czy w innych okolicznościach. Niektóre życzenia wypisane skrupulatnie, z dbałością o każdy szczegół, inne z kolei jakby w biegu, pomiędzy codziennymi obowiązkami. Życzenia od dzieci, wnuków, pisane niewprawną ręką, nieraz zawierające błędy, za to bardzo często z postscriptum zawierającym aktualne informacje na temat codziennego życia piszącego. 


To musiała być cenna pamiątka. W sumie nadal jest, teraz dla mnie. Nawet cenniejsza, gdyż niektórych nadawców już nie ma wśród nas...
A dziś - mamy smsy, o których zapomina się po kilku dniach ;)
Stąd też mój nieco nostalgiczny nastrój i dzisiejsze prace:

14 grudnia 2015

Wiosennie

Dziś na moim blogu bardzo wiosennie, chociaż za oknem tak wcale nie jest. Wczoraj w mojej okolicy wiało tak mocno, że gdzieniegdzie zabrakło energii elektrycznej. Wieczorem dowiedziałam się, że także u moich rodziców, u których weekend spędzała moja najmłodsza córka.

Babcia miała tego dnia wyjazd do Lublina, więc Sabina została sama z dziadkiem. Dzwonię zatem, aby dowiedzieć się, czy wszystko ok. Niestety telefon nie odpowiada. Niby wiem, że raczej wszystko pewnie jest w porządku, ale... cień niepokoju rzecz jasna się pojawił. Po piętnastu minutach ojciec do mnie oddzwania i tłumaczy, że nic nie słyszeli, bo Sabina śpiewa kolędy, a on jej przygrywa na akordeonie. A no, w dobrym towarzystwie, to i brak prądu nie straszny.


Jeśli ktoś ma ochotę podpatrzeć popisy Sabiny i dziadka, to mam tu jeden FILMIK, nagrany jakiś rok temu, na którym dziadek gra, a Sabina wykonuje układ taneczny wg własnego pomysłu.
A wracając do wiosennej aury, to na pewno notes, który Wam dziś przedstawiam, jest w takim klimacie. Jasna, świeża zieleń, delikatne listki, koronki i ażury, w sam raz na upominek dla romantycznej duszy.

12 listopada 2015

Babciny styl

Niezwykle miło zaskoczył mnie oddźwięk po publikacji ostatniego posta. Dziękuję serdecznie za Wasze komentarze i maile. Miałam początkowo pewne wątpliwości, czy blog poświęcony rękodziełu, jest dobrym miejscem na życiowe rozważania. Ale czyż jedno z drugim nie współistnieje ze sobą w ścisłej symbiozie?

Wydaje mi się, że nasze przemyślenia, rozterki, nastroje w znacznym stopniu kształtują to, co wychodzi spod naszych rąk, a i sam charakter pracy sprzyja refleksjom.


Muszę się Wam przyznać, że brakowało mi takiego "paplania" o wszystkim i o niczym. Miałam poczucie, że mój blog ma ostatnio za mało "treści w treści". Słowa kierowane do czytelników mówią wiele o autorze bloga i pasjach, którym się poświęca i są nie mniej ważne od zdjęć. Dlatego warto poświęcić odrobinę czasu i napisać coś więcej, niż tylko to, że wykonało się pracę w odcieniach różu i zgłasza się ją na pięć wyzwań.

9 listopada 2015

Witajcie w listopadzie!

Początek miesiąca przyniósł mnogość refleksji życiowych oraz potrzebę zmian. Na pewno też tak macie - co jakiś czas przychodzi poczucie ograniczenia, jakiejś wewnętrznej ciasnoty, niemocy i braku nadziei na to, że coś jeszcze mnie w tym życiu zaskoczy.

Chwile na tego typu refleksje zdecydowanie są potrzebne w dzisiejszym, wciąż pędzącym na złamanie karku, świecie. Dobrze też wyciągnąć z nich jakieś konstruktywne wnioski. Z tym akurat nie mam problemu, to znaczy z wyciąganiem wniosków i opracowywaniem planu poprawy sytuacji. Znacznie gorzej wygląda sytuacja z wprowadzeniem tego planu w życie... Sami zresztą wiecie, jak to jest.


Jeśli chcecie znać szczegóły moich dzisiejszych wynurzeń, to zapraszam do przeczytania kolejnego akapitu (chociaż jeśli miałabym je określić jednym słowem, najodpowiedniejsze byłoby: banały). A jeśli zbyt bardzo cenicie sobie własny czas, aby tracić go na czytanie pierdoletów na blogach, to przejdźcie do razu do fotek na końcu dzisiejszego wpisu. Przedstawiam na nich pudełko na pamiątki, które miałam przyjemność ostatnio wykonać na okrągłą rocznicę ślubu.

13 września 2015

Pracownia w stylu retro

Dawno już nie było żadnych fotek z pracowni (chociaż było wielokrotnie ich obiecywanie). Dziś nadrabiam tę zaległość, więc macie okazję do mnie zajrzeć i podejrzeć, jak powstają prezentowane na blogu prace.

Ci, którzy są ze mną od początku mojej wielkiej przygody z kartkowaniem i scrapowaniem, pamiętają, kiedy zrodził się zamysł utworzenia jej w tym miejscu. Jeśli ktoś bywa tu od niedawna, może sobie KLIKNĄĆ, aby mieć świadomość, jak to wyglądało. Tak, kochani... w maju minęło 5 lat od momentu podjęcia tej decyzji.


Przez ten czas sporo się działo, pracownia ewoluowała, czasami bywała przenoszona w mniej lub bardziej przyjazne miejsca. To pozwoliło mi dojrzeć do zdania, że jej miejsce jest jednak tutaj.

16 stycznia 2015

Piąte urodziny!

Pięć lat minęło... Samej mi w to trudno uwierzyć. Najbardziej w to, że blog wciąż istnieje i ma się... chciało by się napisać - całkiem dobrze. No, może nie jest tak kolorowo, powiedzmy, że ma się raz lepiej, raz gorzej. Tak więc mój blog obchodzi dziś piąte urodziny!

Przez ten czas spod moich rąk wyszło mnóstwo prac. Wiecie, że mogę je liczyć już w setkach? Ale oczywiście, nie o ilość tu chodzi. A o co? O pasję, o zaangażowanie, o serce włożone w każdy przedmiot, o godziny poświęcone na wycinanie i klejenie, ale też o te, w których tylko pustka w głowie i nieznośna myśl, że już nic interesującego nie stworzę, o zachwyt w oczach oglądających i o brak czasu na różne nie mniej ważne sprawy. To oczywiście bardzo duży skrót.
I w takim też skrócie chciałam przypomnieć Wam kilka moich bardzo wczesnych prac. Powstały one w erze przedwykrojnikowej, która nastąpiła u mnie jesienią 2012 roku, kiedy to powstała Pracownia AnnaMaria i prace nabrały nieco innego charakteru. Dziś jestem usposobiona nostalgicznie, więc zapraszam Was na wyprawę w przeszłość.

Oszczędzę Wam widoku mojej pierwszej kartki (jeśli ktoś bardzo ciekawy, niech zajrzy TUTAJ), za to zaprezentuję coś, z czego byłam bardzo zadowolona. Prace z wykorzystaniem digistempelków i kartonów z lidla, pozwalały sądzić, że przyszłość zapowiada się interesująco. Więcej o tej pracy - KLIK.


Kartka z łapką była pierwszą pracą, która sprzedała się w galerii;) ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu. Muszę się Wam przyznać, że ogromnie mnie to utwierdziło w przekonaniu, że robię fajne rzeczy. I chociaż kolejna praca sprzedała się może rok później, przekonanie owo wcale nie osłabło. Więcej o tej pracy - KLIK.