13 września 2015

Pracownia w stylu retro

Dawno już nie było żadnych fotek z pracowni (chociaż było wielokrotnie ich obiecywanie). Dziś nadrabiam tę zaległość, więc macie okazję do mnie zajrzeć i podejrzeć, jak powstają prezentowane na blogu prace.
Ci, którzy są ze mną od początku mojej wielkiej przygody z kartkowaniem i scrapowaniem, pamiętają, kiedy zrodził się zamysł utworzenia jej w tym miejscu. Jeśli ktoś bywa tu od niedawna, może sobie KLIKNĄĆ, aby mieć świadomość, jak to wyglądało. Tak, kochani... w maju minęło 5 lat od momentu podjęcia tej decyzji.
Przez ten czas sporo się działo, pracownia ewoluowała, czasami bywała przenoszona w mniej lub bardziej przyjazne miejsca. To pozwoliło mi dojrzeć do zdania, że jej miejsce jest jednak tutaj.

A co do wyposażenia pracowni. No, w tym zakresie zmiany są nieustanne, nieuchronne i niezwykle ekscytujące. Od samego początku w sumie postanowiłam, że musi to być miejsce z klimatem, w którym przede wszystkim dobrze się czuję. Przestrzeń, funkcjonalność też są ważne, ale by spędzane przy pracy godziny nie ciągnęły się w nieskończoność i aby przede wszystkim chciało się tu przebywać, musi być niemal domowa atmosfera. Ja cenię sobie naturalne, klasyczne materiały (drewno, szkło), nie cierpię plastiku i tymczasowości. Najlepiej czuję się w starych domach, pełnych zakamarków, bibelotów, mebli i przedmiotów z poprzednich dziesięcioleci. Lubię nieco staroświeckie wnętrza. A że te upodobania są doskonale odzwierciedlone przez prace, które wykonuję, pracownia w stylu retro stała się oczywistością. Z jej urządzeniem nie było zbyt trudno, ponieważ maniakalnie zbieram wszelkiego rodzaju starocia i rupiecie, tak więc pewna ich część wylądowała z czasem w pracowni.
Między innymi mój stary, wysłużony stół, na którym kleiłam swoje pierwsze prace. Nie jest on, co prawda, tak imponujących rozmiarów, jak ten, który miałam jeszcze w zeszłym roku (podgląd), ale okazało się, że również świetnie się sprawdza. Ustawiłam go centralnie pod oknem, dzięki czemu mogłam zagospodarować parapet, ustawiając na nim podręczne narzędzia, pisaki, ołówki i tym podobne drobiazgi. Dodatkowy plus takiego ustawienia jest taki, że przestrzeń robocza zyskała doskonałe, naturalne oświetlenie. Jest także pewien minus - latem, w godzinach przedpołudniowych, słońce świeci przeraźliwie do tego stopnia, że trzeba rozejrzeć się za jakąś roletą.


Właśnie ze względu na promienie słońca, konieczne stało się schowanie wrażliwych na nie preparatów w jakimś bezpiecznym, ale podręcznym miejscu. Najlepsza do tego celu okazała się, znajdująca się w stole, pojemna szuflada. Umieszczone w niej drewniane skrzynki i pudełeczka pozwalają na przejrzyste rozmieszczenie znacznej części zgromadzonych przeze mnie mediów.


To, co nie mieści się na stole roboczym, bez problemu mogę ustawić na dodatkowym blacie. Znajdzie się na nim również dodatkowe miejsce pracy. To na wypadek, gdyby ktoś chciał mi twórczo potowarzyszyć.
Nad stołem znajduje się niemal całe moje zaplecze materiałowe - głównie papiery, ale także stemple, urządzenia a także stale rozwijający się zbiór książek o rozmaitych technikach artystycznych, których chciałabym się w przyszłości nauczyć, albo przynajmniej spróbować.
Regał powstał na podstawie mojego projektu, dzięki czemu jest pojemny i funkcjonalny.


Na ścianie obok regału znajduje się kolejny wiekowy przedmiot, zaadaptowany do potrzeb pracowni - gablota, w której umieściłam wykrojniki. Oryginalnie służyła jako pomoc naukowa w szkolnej pracowni chemicznej. Usunęłam z niej szybę zabezpieczającą oraz wszelkie probówki i wypełniłam ją styropianem obciągniętym tkaniną. Wykrojniki przypinam szpilkami, co jest nawet dość wygodne w codziennym użytkowaniu. Jednakże problemem staje się wielkość tablicy, gdyż kolekcja wykrojników stale się powiększa.
Pod gablotą znalazło się miejsce na półeczkę ze wstążkami (także mojego projektu), którą pomalowałam farbą akrylową, a wnętrze wykleiłam papierem LemonCraft z kolekcji Sercem Malowane. Półka posiada trzy pręty na szpule ze wstążkami, natomiast w szufladce mieszczą się wstążkowe ścinki.
Jeśli dobrze się przyjrzycie, zauważycie, że poniżej półki leżą pakowne, stare walizy, a także solidna skrzynia po amunicji (tej akurat nie widać). Upycham w nich wszelkie rzadziej wykorzystywane materiały i rupiecie, których żal wyrzucić (np. całą kolekcję starych babcinych okularów).


Wiosną w pracowni zagościł stary kredens. Umieszczenie go w bądź co bądź, niewielkiej przestrzeni wcale nie było łatwe. Niemniej jednak dość pakowny dół pozwolił upchać znaczną część mniej lub bardziej potrzebnych przedmiotów, np. akcesoria do tworzenia świątecznych dekoracji, rozpoczęte kiedyś prace czy też zapasy serwetek do decu.
Nadstawka kredensu okazała się idealna do przechowywania wykonanych kartek - przesuwane szyby skutecznie zapobiegają kurzeniu się prac.


Tak w wielkim skrócie prezentuje się aktualnie moja pracownia. Być może pokuszę się o jakiś cykl postów bardziej szczegółowo opisujących sposoby przechowywania poszczególnych grup przydasiów. Wszak sztuka scrapowania opiera się w dużym stopniu na efektywnym gospodarowaniu zasobami, do którego kluczem jest odpowiednie zaaranżowanie przestrzeni ;)

7 komentarzy:

  1. Naprawdę całym sercem ale pozytywnie oczywiście zazdroszczę takiego miejsca :)) oglądam i oglądam i marzę że może i ja się kiedyś doczekam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudna pracownia, taka klimatyczna i zorganizowana :) Już wiem, gdzie powstają równie cudne rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo! Oprócz tego, że zazdroszczę Ci już samego pomieszczenia na pracownię to w dodatku stworzyłaś naprawdę wspaniałe miejsce, w którym na pewno przyjemnie się tworzy! Miłej pracy Ci życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz o tym tak...czule, że aż przypomniało mi się, jak uwielbiałam, jako mała dziewczynka, buszować w szufladach z biżuterią u cioci :) Moja mama nie była biżuteryjna i nie miała żadnych korali, bransoletek ani niczego w tym stylu, za to ciocia miała tego mnóstwo. I uwielbiałam grzebać, dotykać i się zachwycać (nie, nie nosić). I taka jest Twoja pracownia. Z nutką sentymentu dzięki starym przedmiotom, w której każda mała dziewczynka utonęłaby na długie godziny zachwytu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      A wiesz, że mamy podobne wspomnienia z dzieciństwa? Mnie też fascynował biżuteria ciotki, albo jej kosmetyczka ;) W domu tego nie było...
      A uwielbienie dla staroci? Zupełnie nie wiem skąd się wzięło. Myślę, że to forma buntu przed tym co taśmowe, bezduszne.

      Usuń