9 listopada 2018

Historia pewnego szkicownika

Od wczoraj w pracowni się dzieje! Może nie są to takie działania, o jakich piszę Wam tu najczęściej, ale z pewnością przyczynią się one do znaczących zmian. Pierwsza z nich będzie taka, że być może już dziś w kaloryferach (które od wczoraj wiszą w pracowni) pojawi się ciepło! Dzięki zaangażowaniu mojego męża, który miał najwyraźniej dość mojego "zimowania" z całym scrapowym majdanem w sypialni, pracownia staje się użytkowa w systemie całorocznym!
Ze względu na prace remontowe mam krótki przestój w pracy. Postanowiłam go zatem wykorzystać do pokazania Wam jednego projektu, wykonanego jakoś tak pół toku temu. Geneza powstania tej pracy wiąże się poniekąd z moimi tegorocznymi fascynacjami muzycznymi. Już Wam kiedyś wspominałam, że zaczęły mi się podobać różne style muzyczne, na które wcześniej nie zwracałam zbytniej uwagi. W tym roku folk oraz muzyka tradycyjna stały się dla mnie numerem jeden. Szczególnie przypadły mi do gustu formacje i pieśni ukraińskie. Od wielu miesięcy jestem zakochana w tej muzyce, staram się poznawać zarówno ją jak i kulturę oraz język ukraiński. Z tym ostatnim idzie mi całkiem nieźle, czytanie i pisanie sprawia mi coraz mniej problemu. Z mówieniem jest, póki co, trochę kłopotu, ale stale szukam okazji, aby móc sprawdzać swoje umiejętności w praktyce.
Nie wiem, czy też zdarza Wam się odnosić wrażenie, że jeśli czegoś bardzo chcecie, to różne okoliczności życiowe same układają się pomyślnie, podsuwając nam niespodziewani pomoc w osiągnięciu zamierzonych celów. Tak właśnie od czasu do czasu bywa u mnie. Gdy tylko kupiłam sobie kurs ukraińskiego i przerobiłam pierwsze rozdziały, w lokalnej prasie trafiłam na reportaż o pewnej ukraińskiej rodzinie, która zamieszkała w nieodległej od mojego miejsca zamieszkania miejscowości. Postanowiłam napisać do Aliny i poznać bliżej jej historię. Spotkałyśmy się na początku maja i przez kilka godzin rozmawiałyśmy o sytuacji na Ukrainie, życiu w Polsce, o naszych rodzinach i, co oczywiste, o pasjach. Alina po przyjeździe do Polski, poświęca dużo czasu na malowanie. Pasja, na którą nie miała wcześniej zbyt wiele czasu, obecnie jest panaceum na tęsknotę za krajem i rodziną. Jej cudowne martwe natury i krajobrazy malowane akwarelami urzekają mnie swoim urokiem. Jeśli macie ochotę, możecie zajrzeć do galerii na Instagramie i przekonać się, jak niezwykłe są prace Aliny >> CLICK.

Na okoliczność naszego spotkania postanowiłam przygotować skromny upominek w postaci szkicownika. Uznałam, że najlepsza będzie dość płaska okładka w stonowanej kolorystyce. Skupiłam się na teksturach, które stworzyłam za pomocą past strukturalnych, a także dużej ilości guzików, koralików i innych drobiazgów. Całość pokolorowałam farbami Art Anthology oraz Inka Gold.












Kilka tygodni temu Alina wybrała się do mnie z rewizytą i zostałam obdarowana jedną z jej cudownych martwych natur. Widok słonecznych cytryn rozświetla mój pokój w pochmurne dni i nastraja mnie optymistycznie.


2 komentarze:

  1. Okładka jest fantastyczna!!! Cudowne kolory i faktury:)
    A obraz z cytrynami jest bardzo pozytywny i przepiękny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny jest ten szkicownik i jaka ciekawa historia! A pani Alina ma wielki talent, cudnie maluje :)

    OdpowiedzUsuń