27 listopada 2015

Wędrówka przepiśników

Czy ktoś jeszcze pamięta czasy albumów wędrownych? Bywalczynie forum scrappassion z pewnością wspominają je z łezką w oku. Zwłaszcza, gdy album przepadł bezpowrotnie na jednym z etapów podróży. Jeden z moich tak właśnie skończył. Ale nie o tym miało być. Generalnie wędrówki albumów były fajne, ekscytujące i pozwalały rozwijać warsztat. Niestety, forum opustoszało, życie scrap-towarzyskie przeniosło się na blogi i fejsbuka, a ja jakoś słabo się w tej nowej "rzeczywistości" odnajduję. O ile jeszcze fejsbuk spoko, to blogi znacznie poniżej przeciętnej. A tęsknota za wymianami doskwiera...
Postanowiłam zatem zorganizować zabawę w wędrówkę albumów w grupie uczestniczek warsztatów, które prowadzę w Radzyńskim Ośrodku Kultury. Panie przedyskutowały moją propozycję i ustaliłyśmy, że będzie to wędrówka przepiśników. Mój właśnie dziś Wam zaprezentuję.
Do wykonania przepiśnika użyłam papierów marki Studio75, które całkiem przypadkowo (ale w odpowiedniej chwili) trafiły w moje ręce. Muszę przyznać, że kolekcja "Palce lizać!" po prostu mnie urzekła! Dodałam trochę guziczków oraz elementy z szarego płótna, które świetnie skomponowały się z zastosowanymi papierami.
Praca nad przepiśnikiem była dla mnie ogromną przyjemnością, takim trochę powrotem do początków mojej przygody ze scrapbookingiem. W trakcie klejenia odnalazłam to, co gdzieś mi się w ciągu ostatnich lat zgubiło. Toteż mam nadzieję, że wkrótce zagoszczą tu prace o podobnym charakterze.












24 listopada 2015

Kartki świąteczne

Po krótkim wiosennym przerywniku, powracam do tego, co o tej porze roku pojawia się na blogach najczęściej. Kartki świąteczne, które dziś prezentuję, są kontynuacją kolekcji pokazywanej tu kilka dni temu. Jeśli ktoś przegapił, to zapraszam TUTAJ.
Do wykonania kartek wykorzystałam świeżą zieleń zestawu "Moja najmilsza" wydanego bodajże wiosną przez Galerią Papieru. Na takim tle umieściłam dodatki w kontrastującej czerwieni. Odbijające światło koraliki przywodzą na myśl choinkowe świecidełka i dodają pracom lekkości.






23 listopada 2015

Coś optymistycznego

Ale dziś rześki poranek! Wyskoczyłam zrobić fotki nowo powstałym pracom do mojego plenerowego studia fotograficznego i niemal odmarzły mi paluchy! Ale już zdążyłam je ogrzać filiżanką gorącej kawy.
Święta się zbliżają, więc kto żyw produkuje świąteczne kartki. U mnie też powstają, ale w związku z tym, że ostatni tydzień obfitował w dość stresowe sytuacje, musiałam ukoić stargane nerwy wykonując coś różowego, optymistycznego, przywodzącego na myśl wiosnę. Ot, taka terapia wzorem i kolorem. W jej rezultacie powstała kartka w formie, której jeszcze nie widzieliście na moim blogu - składany parawanik. Jego front ozdobiłam wielkimi kwiatuchami z papieru czerpanego. Doskonałym dla nich tłem stały się papiery i dodatki LemonCraft.
Od samego patrzenia robi się cieplej, no nie?







A co do ubiegłego tygodnia, to miałam okazję wystąpić w roli otwierającej wystawę obrazów mojego kolegi Arkadiusza Kulpy, pt. "Kiedy sen przyjdzie". Serdecznie zapraszam do radzyńskiej galerii Oranżeria, choćby wirtualnie. Relację z wernisażu znajdziecie TUTAJ.

18 listopada 2015

Czas aktywności

Listopadowe dni są ostatnio dość ponure. Ale nie myślcie, że ulegam tej atmosferze i zszywam się w domu z kubkiem gorącej herbaty. Wprost przeciwnie, jest to dla mnie czas wzmożonej aktywności. A to za sprawą organizacji Kiermaszu Mikołajkowego, który w Radzyniu Podlaskim odbędzie się już po raz trzeci. Impreza zaplanowana jest na 6 grudnia, więc sami widzicie, że to ostatnia chwila, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Jeśli ktoś chciałby być na bieżąco z informacjami na temat tego wydarzenia, to zachęcam do polubienia fejsbukowej strony o nazwie "Kiermasz Mikołajkowy w Radzyniu Podlaskim". Wkrótce pojawią się na niej prezentacje produktów, z którymi wystawcy pokażą się na kiermaszu. Ja już dziś mogę Was zapewnić, że nie zabraknie tam moich kartek:






14 listopada 2015

Pożegnanie "złotej jesieni"

Jesień powoli przybiera swą mniej przyjemną postać, toteż dziś na moim blogu symboliczne pożegnanie "złotej jesieni". Od czasu do czasu mam ochotę wykonać coś techniką mixed media, która, w mojej opinii, jest idealna notesów. Pozwala uzyskać wspaniały efekt, bez stosowania bardzo wypukłych ozdób, co ma duże znaczenie, jeśli notes ma być często noszony przy sobie. Z tą myślą powstał jesienny notatnik. Motyw przewodni stanowią jesienne, spadające liście, które wycięłam dziurkaczem. Zostały one pokolorowane moimi ulubionymi tuszami alkoholowymi. Jak wiadomo, najpiękniejsze odcienie i inne zalety tych tuszów najpełniej prezentują się na śliskiej, jakby lakierowanej, powierzchni. Idealne do papieru kredowego lub fotograficznego, niekoniecznie sprawdzają się na papierze scrapowym. Chciałam uniknąć lakierowania całej pracy, toteż ograniczyłam jego zasięg wyłącznie do naklejonych na tło elementów. Kilka psiknięć mgiełkami dopełniło całości.












12 listopada 2015

Babciny styl

Niezwykle miło zaskoczył mnie oddźwięk po publikacji ostatniego posta. Dziękuję serdecznie za Wasze komentarze i maile. Miałam początkowo pewne wątpliwości, czy blog poświęcony rękodziełu, jest dobrym miejscem na życiowe rozważania. Ale czyż jedno z drugim nie współistnieje ze sobą w ścisłej symbiozie? Wydaje mi się, że nasze przemyślenia, rozterki, nastroje w znacznym stopniu kształtują to, co wychodzi spod naszych rąk, a i sam charakter pracy sprzyja refleksjom.
Muszę się Wam przyznać, że brakowało mi takiego "paplania" o wszystkim i o niczym. Miałam poczucie, że mój blog ma ostatnio za mało "treści w treści". Słowa kierowane do czytelników mówią wiele o autorze bloga i pasjach, którym się poświęca i są nie mniej ważne od zdjęć. Dlatego warto poświęcić odrobinę czasu i napisać coś więcej, niż tylko to, że wykonało się pracę w odcieniach różu i zgłasza się ją na pięć wyzwań.
Jeśli ktoś nie lubi zbytnio zagłębiać się w szczegóły, zawsze może poprzestać jedynie na obejrzeniu zdjęć. A dziś u mnie do oglądania bardzo przyjemne dla oka widoki - kwieciste, radosne i jakby trochę wiosenne kartki. Całość utrzymana w klimacie retro, a więc nie mogło zabraknąć przeszyć i koronek. Staroświecki, babciny styl, to coś, co najlepiej mi wychodzi! Pozdrawiam ciepło!






9 listopada 2015

Witajcie w listopadzie!

Początek miesiąca przyniósł mnogość refleksji życiowych oraz potrzebę zmian. Na pewno też tak macie - co jakiś czas przychodzi poczucie ograniczenia, jakiejś wewnętrznej ciasnoty, niemocy i braku nadziei na to, że coś jeszcze mnie w tym życiu zaskoczy. Chwile na tego typu refleksje zdecydowanie są potrzebne w dzisiejszym, wciąż pędzącym na złamanie karku, świecie. Dobrze też wyciągnąć z nich jakieś konstruktywne wnioski. Z tym akurat nie mam problemu, to znaczy z wyciąganiem wniosków i opracowywaniem planu poprawy sytuacji. Znacznie gorzej wygląda sytuacja z wprowadzeniem tego planu w życie... Sami zresztą wiecie, jak to jest.
Jeśli chcecie znać szczegóły moich dzisiejszych wynurzeń, to zapraszam do przeczytania kolejnego akapitu (chociaż jeśli miałabym je określić jednym słowem, najodpowiedniejsze byłoby: banały). A jeśli zbyt bardzo cenicie sobie własny czas, aby tracić go na czytanie pierdoletów na blogach, to przejdźcie do razu do fotek na końcu dzisiejszego wpisu. Przedstawiam na nich pudełko na pamiątki, które miałam przyjemność ostatnio wykonać na okrągłą rocznicę ślubu.

Wracając do bolączek dnia codziennego.
Jedną z nich jest to, że nie umiem zapanować nad powstającym w moim domu bałaganem. Zawsze byłam totalną syfiarą, której uczestniczki "Perfekcyjnej pani domu", a nawet sama CHPD, mogłyby buty czyścić. Serio! Nie ma się czym chwalić, więc oszczędzę Wam szczegółów, zwłaszcza, że ktoś może pokusić się o przeczytanie posta w porze obiadowej, a to mogłoby się skończyć dlań wizytą w toalecie i to na pewno nie w celu przypudrowania sobie noska... Problemem jest oczywiście brak systematyczności, jak również to, że wciąż "mam ważniejsze sprawy na głowie". Dodatkowo na niekorzyść działa fakt, że doskonale się odnajduję w tym całym rozgardiaszu, najwyżej przemykam przez kuchnię (mam przechodnią) z zamkniętymi oczami, a w sytuacjach ekstremalnych do lodówki zaglądam za wdechu (nie bez powodu córki umieściły na drzwiach żółty znaczek z napisem "Niebezpieczeństwo skażenia biologicznego"). W sumie - da się żyć. Ostatnio jednak dokucza mi problem ze skupieniem się na pracy, nic mnie nie cieszy, a wiele rzeczy wywołuje irytację. Mam podejrzenia, że panujący wokół chaos przekłada się na wewnętrzne rozbicie. Póki co, testuję, jak codzienne ścielenie łóżka i względnie systematyczne opróżnianie zmywarki wpłynie na poprawę mojego samopoczucia.
Nie będę się dziś wywnętrzać ze wszystkich swoich niedomagań, będzie jeszcze ku temu okazja. Wspomnę jeszcze tylko o moim niezadowoleniu z odbicia w lustrze. Ten stan też z pewnością jest Wam dobrze znany. No, cóż... W tym roku zyskałam dodatkowe dziesięć kg. Może to niewiele i przy odpowiednim doborze ubrania praktycznie nie rzuca się w oczy. Ale jeśli z zakupów przynosisz kilka nowych rzeczy i jedyne, które na Ciebie pasują, okazują się lakierami do paznokci, to znak, że jest jednak sporo do zrobienia... Na początek przestawiłam garnuszek ze swojskim smalcem na samo dno lodówki, a kubełek z marynowaną słoniną (przysmak mojego najmłodszego dziecka) ukryłam za pojemnikami z keczupem i musztardą. Tylko czy to wystarczy?